Przynależność, miłość i lęk przed wykluczeniem

Jedną z naszych najgłębszych potrzeb jest potrzeba przynależności. Chcemy mieć swoje miejsce w rodzinie, wśród bliskich, w grupie. Chcemy być kochani, akceptowani i czuć, że jesteśmy częścią czegoś większego.

I właśnie dlatego przynależność może być jednym z obszarów tego, co nazywam pozytywną traumą.

Dlaczego pozytywną?

Ponieważ u jej podstaw nie zawsze znajduje się coś, co odbieramy jako złe. Może znajdować się miłość, więź, lojalność, troska, bezpieczeństwo i potrzeba bycia razem.

Problem pojawia się wtedy, kiedy gdzieś głęboko powstaje przekonanie:

„Żeby należeć, muszę być taki jak wy.”

PRZYNALEŻNOŚĆ I LĘK PRZED WYKLUCZENIEM

W podejściu Berta Hellingera szczególne znaczenie ma przynależność do systemu rodzinnego i temat wykluczenia.

Nie jest to jednak temat, który pojawia się wyłącznie w ustawieniach systemowych. W pracy z traumą, podejściach somatycznych oraz pracy z wzorcami międzypokoleniowymi również możemy spotkać wewnętrzny konflikt pomiędzy potrzebą przynależności a potrzebą życia w zgodzie ze sobą.

Ważnym elementem takiej pracy może być odzyskiwanie dostępu do własnych zasobów, poczucia bezpieczeństwa i wewnętrznego wsparcia.

Możemy spojrzeć na potrzebę przynależności również szerzej.

Przez ogromną część historii człowieka życie było związane z funkcjonowaniem w niewielkich wspólnotach. Człowiek był zależny od innych: od rodziny, rodu czy lokalnej społeczności. Grupa dawała bezpieczeństwo, ochronę i możliwość przetrwania. Wykluczenie mogło więc mieć bardzo poważne konsekwencje.

Dzisiaj żyjemy w zupełnie innym świecie.

Nie potrzebujemy już zgody całej rodziny, aby przeżyć. Nie potrzebujemy zgody społeczności, żeby wybrać zawód, partnera, miejsce zamieszkania czy sposób życia.

A mimo to lęk przed odrzuceniem i wykluczeniem nadal może być w nas bardzo silny.

Czasami zachowujemy się tak, jakby od akceptacji innych nadal zależało nasze bezpieczeństwo.

Wyobraźmy sobie rodzinę, w której przez wiele pokoleń wszyscy wykonywali ten sam zawód.

Dziesięć pokoleń kowali.

I nagle pojawia się człowiek, który mówi:

„Ja chcę być malarzem.”

Z zewnątrz to tylko wybór zawodu. Wewnątrz może jednak pojawić się znacznie głębsze pytanie:

„Czy nadal będę jednym z was, jeśli wybiorę inaczej?”

Podobny konflikt może pojawić się wtedy, kiedy wybieramy partnera, którego rodzina nie akceptuje, opuszczamy rodzinne miejsce, wybieramy inny sposób życia albo decydujemy się na drogę, której wcześniejsze pokolenia nie znały.

Historie mogą być różne, ale konflikt pozostaje podobny:

przynależność czy własna droga?

Nie zawsze jesteśmy tego świadomi.

Możemy zauważyć jedynie niepokój, poczucie winy, potrzebę uzyskania zgody, ciągłe wątpliwości, odkładanie decyzji albo wycofywanie się właśnie wtedy, kiedy zaczynamy robić coś naprawdę zgodnego ze sobą.

Czasami nie boimy się samej zmiany.

Możemy bać się tego, co ta zmiana będzie oznaczała dla naszej przynależności.

KIEDY MIŁOŚĆ STAJE SIĘ LOJALNOŚCIĄ

Każde kolejne pokolenie żyje trochę inaczej.

Możemy chcieć tworzyć inne relacje, inaczej wychowywać dzieci, zmienić zawód, opuścić miejsce, w którym żyła nasza rodzina. Możemy nie chcieć poświęcać się tak jak matka, pracować tak ciężko jak ojciec albo powtarzać relacji, które obserwowaliśmy w domu.

Możemy chcieć czegoś, na co wcześniejsze pokolenia nigdy sobie nie pozwoliły.

I wtedy jedna część nas mówi:

„Chcę żyć po swojemu.”

A druga pyta:

„Jeżeli będę inna, czy nadal będę należeć?”

W tym miejscu miłość może łączyć się z lojalnością.

Możemy pozostawać przy określonych zachowaniach, wyborach czy przekonaniach nie dlatego, że naprawdę są dla nas dobre, ale dlatego, że gdzieś głęboko mogą być związane z poczuciem więzi.

Może dotyczyć to relacji, pracy, pieniędzy, rodzicielstwa, miejsca zamieszkania, sposobu życia, odpoczynku, a nawet tego, czy pozwalamy sobie być szczęśliwi.

Nie chodzi jednak o odrzucenie rodziny ani o udowodnienie poprzednim pokoleniom, że żyły źle.

Ich wybory powstawały w innych czasach, warunkach i możliwościach. To, co dla nas dzisiaj wydaje się ograniczeniem, kiedyś mogło być sposobem na przetrwanie, ochronę rodziny albo zachowanie przynależności.

Rodzice również mogą sprzeciwiać się naszym decyzjom z własnego lęku, doświadczeń czy przekonań. Czasami nawet z miłości, ponieważ naprawdę wierzą, że w ten sposób nas chronią.

Ale ich lęk nie musi stać się naszym lękiem.

Ich droga nie musi być naszą drogą.

I jednocześnie nie musimy przestać do nich należeć, żeby wybrać inaczej.

MOGĘ NALEŻEĆ I JEDNOCZEŚNIE POZOSTAĆ SOBĄ

I tutaj dochodzimy do miejsca, które dla mnie jest szczególnie ważne.

Rozwiązaniem nie musi być przekonanie rodziców, partnera czy całej rodziny, żeby zaakceptowali nasze decyzje.

Oni nadal mogą się z nami nie zgadzać.

Rodzice mogą uważać, że wybraliśmy niewłaściwy zawód. Rodzina może nie rozumieć naszego sposobu życia. Ktoś może krytykować nasze decyzje.

Zmiana może wydarzyć się w nas.

W pracy z traumą, wzorcami międzypokoleniowymi oraz poprzez pracę z ciałem i wewnętrznymi zasobami możemy zajmować się właśnie takim konfliktem: potrzebą przynależności z jednej strony i potrzebą pozostania w zgodzie ze sobą z drugiej.

Nie chodzi jedynie o intelektualne zrozumienie, skąd pochodzi dany wzorzec. Ważne może być również odzyskanie wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa, zakorzenienia, przynależności i dostępu do własnych zasobów.

Możemy dojść do miejsca, w którym czujemy:

Mogę was kochać i wybrać inaczej.

Mogę do was należeć i pozostać sobą.

Mogę szanować waszą historię, nie powtarzając jej.

Mogę przyjąć od was to, co mnie wzmacnia, i nie nieść dalej tego, co już mi nie służy.

Nie chodzi więc o odcięcie się od własnych korzeni.

Wręcz przeciwnie.

Nasze korzenie mogą być naszym źródłem.

Możemy czerpać z historii naszych przodków siłę, doświadczenie, miłość, wytrwałość i wszystko to, co poprzez kolejne pokolenia pozwoliło życiu dotrzeć aż do nas.

Możemy brać to, co jest dla nas dobre, nie powtarzając każdego wyboru, każdego lęku ani każdego sposobu życia.

Przynależność nie musi oznaczać podporządkowania.

Miłość nie musi oznaczać rezygnacji z siebie.

Szacunek dla przodków nie musi oznaczać powtarzania ich historii.

Nie muszę odcinać się od swoich korzeni, żeby stać się sobą.

Mogę poczuć, że stoję na swoim miejscu i że za mną znajduje się historia ludzi, dzięki którym jestem tutaj dzisiaj.

Mogę czerpać z tego siłę i poczucie przynależności.

I z tego miejsca powiedzieć:

„Ja wybieram inaczej.”

Nie przeciwko wam.

Nie po to, żeby was odrzucić.

Ale dlatego, że to jest moje życie.

Nie musimy już wybierać:

albo rodzina, albo ja.

albo przynależność, albo wolność.

albo miłość, albo własna droga.

Może pojawić się coś innego:

miłość i własna droga.

Zewnętrzny świat nie musi się przy tym zmienić. Nie potrzebujemy, żeby rodzina powiedziała:

„Zgadzamy się z tobą. Masz nasze pozwolenie.”

Zmienia się nasze wewnętrzne doświadczenie.

Możemy pozostać w kontakcie ze sobą, ze swoim spokojem i swoją decyzją, nawet wtedy, kiedy ktoś bliski mówi:

„Nie podoba mi się twój wybór.”

Możemy wrócić do swojego źródła.

Do poczucia, że nasze korzenie nie muszą nas zatrzymywać. Mogą nas wspierać.

Miłość może płynąć poprzez pokolenia do nas.

Możemy przyjąć to, co nas wzmacnia, i z tym wewnętrznym wsparciem pójść własną drogą.

Nie dlatego, że wszyscy na zewnątrz zaakceptowali nasz wybór.

Ale dlatego, że zgoda pojawiła się w nas.

I być może właśnie wtedy przestajemy pytać:

„Czy mogę być sobą i nadal należeć?”

Bo zaczynamy czuć:

„Należę. Jestem częścią swoich korzeni. I właśnie dlatego mogę być sobą.”

Natalia Anna Millichap

Psycholog · Psychotraumatolog · Terapeuta traumy

Previous
Previous

Dlaczego czasem trudno nam przyjąć coś dobrego?

Next
Next

DLACZEGO POWTARZAMY WZORCE RODZINNE, KTÓRE NAS RANIĄ?