DLACZEGO POWTARZAMY WZORCE RODZINNE, KTÓRE NAS RANIĄ?
„Nigdy nie będę taka jak moja matka.”
„Nie chcę związku takiego jak związek moich rodziców.”
„W moim domu ciągle się krzyczało. Ja nie będę krzyczeć na swoje dzieci.”
A potem mija kilka, kilkanaście lat i nagle człowiek odkrywa, że robi dokładnie to, czego tak bardzo chciał uniknąć.
To doświadczenie pojawia się w gabinecie częściej, niż mogłoby się wydawać. I często towarzyszy mu ogromna frustracja. Bo przecież ja to widzę. Rozumiem. Wiem, że mi to nie służy. Dlaczego więc znowu robię to samo?
Jedną z rzeczy, którym warto się wtedy przyjrzeć, jest to, w jaki sposób nauczyliśmy się miłości.
Dziecko nie wie, jak „powinna” wyglądać rodzina. Nie ma punktu odniesienia. Dom, w którym dorasta, jest jego pierwszym doświadczeniem relacji, bliskości, bezpieczeństwa i przynależności.
Jeżeli rodzice często krzyczą, a jednocześnie dziecko ich kocha, przytula się do nich, szuka u nich pocieszenia i potrzebuje ich obecności, te doświadczenia przez lata istnieją obok siebie.
Krzyk nie jest miłością. Ale krzyk może stać się częścią świata, w którym dziecko doświadcza miłości.
I to jest ogromna różnica.
W dorosłym życiu taka osoba może bardzo świadomie nie chcieć krzyczeć. Może pamiętać, jak bardzo cierpiała podczas rodzinnych awantur. A jednak w swoim związku podczas silnych emocji zaczyna reagować dokładnie w ten sam sposób.
Co więcej, spokojna relacja może początkowo wydawać się jej dziwna. Może pojawić się wrażenie, że czegoś brakuje. Cisza może powodować napięcie zamiast spokoju.
Nie dlatego, że krzyk jest dla tej osoby dobry. Jest po prostu bardzo dobrze znany.
To, co znane, nie zawsze jest bezpieczne. Może jednak być bardziej przewidywalne niż coś, czego wcześniej nigdy nie doświadczyliśmy.
Ten mechanizm może dotyczyć nie tylko krzyku. Cały sposób funkcjonowania rodziny może stać się naszym pierwszym wzorcem relacji.
Jeżeli w domu obecne były ciągłe kłótnie, wycofywanie się, kontrolowanie, zazdrość, napięcie czy emocjonalna niedostępność, dziecko nadal było częścią tej rodziny. Nadal kochało swoich rodziców i nadal potrzebowało ich miłości.
W trudniejszych historiach może chodzić o dorastanie w domu, w którym obecne były alkohol, agresja albo bardzo niestabilne relacje.
I wtedy powstaje szczególnie bolesny konflikt.
To samo środowisko może być jednocześnie źródłem cierpienia i miejscem, do którego należymy. Ludzie, których się boimy albo których zachowanie nas rani, mogą być jednocześnie ludźmi, których kochamy.
Po latach świadomie możemy wiedzieć, że określona relacja jest dla nas szkodliwa, a mimo to mieć ogromną trudność z jej opuszczeniem albo w kolejnych związkach ponownie tworzyć podobną dynamikę.
Z zewnątrz łatwo wtedy zapytać:
„Dlaczego po prostu nie odejdzie?”
Od wewnątrz ta historia może wyglądać zupełnie inaczej.
Czasami warto zapytać nie tylko, dlaczego ktoś pozostaje w danej relacji, ale również: z czym w jego historii związana była miłość? Jak wyglądała bliskość? Co oznaczało należeć do rodziny?
Pod zachowaniem, którego człowiek sam w sobie nie rozumie, może znajdować się bardzo silna potrzeba więzi i przynależności.
Podobny wzorzec można czasem zauważyć przy wyborze partnerów.
Zdarza się, że ktoś po latach zaczyna dostrzegać, że jego partner ma zaskakująco dużo cech rodzica, z którym miał trudną relację.
Może to być podobna wybuchowość, chłód emocjonalny, potrzeba kontroli, nieobecność, sposób prowadzenia konfliktu albo wycofywanie się, kiedy pojawiają się emocje.
I wtedy pojawia się pytanie:
„Dlaczego wybrałam właśnie kogoś takiego, skoro całe życie wiedziałam, jak bardzo mnie to rani?”
Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, dlaczego wybieramy konkretnych partnerów. Wpływa na to wiele różnych czynników. Ale jednym z nich może być znajomość określonego rodzaju relacji.
Możemy świadomie szukać czegoś innego, a jednocześnie rozpoznawać jako znajome właśnie to, czego nauczyliśmy się w domu.
Dlatego w pracy terapeutycznej interesuje mnie nie tylko zachowanie, które człowiek chce zmienić. Interesuje mnie również historia tego zachowania.
Skąd je znam?
Kto wcześniej zachowywał się podobnie?
Co działo się w moim domu, kiedy byłam dzieckiem?
Jak wyglądała miłość pomiędzy moimi rodzicami?
Jak okazywano miłość mnie?
Co oznaczało bezpieczeństwo, a co przynależność?
Czasami dopiero wtedy zaczyna być widoczne, że problem nie polega na braku wiedzy. Człowiek często doskonale wie, jak chciałby żyć. Trudność pojawia się dlatego, że stary wzorzec jest powiązany z czymś znacznie głębszym.
I tutaj bardzo ważne jest dla mnie jedno rozróżnienie.
Uwolnienie się od wzorca rodzinnego nie musi oznaczać odrzucenia rodziny.
Można kochać swoją rodzinę i nie powtarzać jej historii.
Można kochać rodzica i nie wybierać partnera, który zachowuje się podobnie.
Można należeć do swojej rodziny i stworzyć zupełnie inny dom.
Można zachować więź, a jednocześnie nie zachowywać wszystkiego, co tej więzi kiedyś towarzyszyło.
W sytuacjach, w których nadal występuje przemoc czy krzywdzenie, potrzebne mogą być oczywiście granice, dystans, a czasem całkowite przerwanie kontaktu ze względów bezpieczeństwa. Wewnętrzne przepracowanie relacji nie oznacza obowiązku utrzymywania kontaktu z osobą, która nas krzywdzi.
W swojej pracy patrzę również na wzorce rodzinne i międzypokoleniowe. Czasami jedna historia zawiera wiele różnych warstw i nie da się jej sprowadzić do jednego wydarzenia czy jednej przyczyny.
Dla mnie celem takiej pracy nie jest wymazanie przeszłości. Nie możemy zmienić rodziny, w której się wychowaliśmy, ani tego, czego doświadczyliśmy.
Możemy natomiast pracować nad tym, żeby przeszłość nie musiała wciąż wybierać za nas.
Żeby miłość nie musiała oznaczać krzyku.
Żeby bliskość nie wymagała ciągłego napięcia.
Żeby spokój nie wydawał się pustką.
Żeby przynależność do rodziny nie wymagała powtarzania jej historii.
I żeby można było kochać swoich bliskich, a jednocześnie dać sobie prawo do życia inaczej.
Opisane przykłady nie oznaczają, że każda trudna relacja, wybór partnera czy powtarzający się wzorzec ma źródło w dzieciństwie lub traumie. Każda historia jest indywidualna i może mieć wiele różnych przyczyn.
Natalia Anna Millichap
Psycholog · Psychotraumatolog · Terapeutka traumy