Czy pozytywna trauma istnieje? Kiedy dobre uczucia łączą się z trudnym doświadczeniem
Słowo trauma kojarzy nam się przede wszystkim z czymś trudnym. Z lękiem, bólem, odrzuceniem, stratą, bezradnością czy poczuciem zagrożenia. Określenie „pozytywna trauma” może więc brzmieć trochę jak sprzeczność. Jak trauma może być pozytywna?
Nie chodzi jednak o to, że trauma jest czymś dobrym. Chodzi o sytuację, w której trudne doświadczenie zostaje połączone z czymś, co jest dla nas bardzo ważne i pozytywne: miłością, bliskością, troską, bezpieczeństwem czy poczuciem przynależności.
Właśnie takie połączenia bywają później niezwykle trudne do zauważenia. Jeżeli coś sprawia nam ból, naturalnie chcemy się od tego uwolnić. Sytuacja staje się bardziej skomplikowana, kiedy razem z tym bólem zapisane jest coś, czego bardzo potrzebujemy i czego nie chcemy stracić.
W swojej pracy czasami nazywam takie połączenie „sklejką”. To proste określenie dobrze oddaje to, co mam na myśli: dwa doświadczenia przez lata występują obok siebie tak często, że później trudno jest przeżywać jedno bez drugiego.
Dobrym przykładem jest dziecko, które na co dzień otrzymuje niewiele uwagi czy czułości. Rodzice mogą być zajęci, emocjonalnie niedostępni albo po prostu nie potrafić okazywać uczuć. Kiedy jednak dziecko choruje, sytuacja się zmienia. Mama czy tata siadają przy łóżku, pytają, jak się czuje, przynoszą coś do picia, dotykają czoła, zostają przy nim dłużej. Pojawia się troska, uwaga i bliskość.
Dziecko nie analizuje tego w sposób, w jaki zrobiłby to dorosły. Nie myśli: „Muszę być chore, żeby ktoś mnie kochał”. Ono po prostu doświadcza, że właśnie wtedy otrzymuje coś, czego bardzo potrzebuje.
Jeżeli takie sytuacje się powtarzają, choroba, troska, uwaga i miłość mogą zacząć tworzyć jedno bardzo silne emocjonalne skojarzenie.
W dorosłym życiu taka osoba może mieć trudność z proszeniem o uwagę czy przyjmowaniem opieki po prostu dlatego, że jej potrzebuje. Znacznie bardziej naturalne może być dla niej otrzymywanie troski wtedy, kiedy źle się czuje albo znajduje się w trudnej sytuacji.
Nie oznacza to oczywiście, że człowiek świadomie wywołuje chorobę ani że choroby fizyczne należy tłumaczyć potrzebą uwagi. Choroba wymaga właściwej diagnostyki i leczenia. W pracy z traumą możemy natomiast zainteresować się tym, z czym emocjonalnie została kiedyś połączona.
Podobne skojarzenia mogą powstawać w zupełnie dobrych, kochających rodzinach.
Wyobraźmy sobie ojca, który pali papierosy. Jest odpowiedzialnym rodzicem i nigdy nie pali przy dziecku. Mimo to jego ubrania, włosy czy skóra mają charakterystyczny zapach dymu.
Dziecko przytula się do taty. Czuje jego ciepło. Jest w domu, jest bezpieczne, jest z człowiekiem, którego kocha. Ten zapach jest przy tym obecny przez wiele lat. Staje się częścią wspomnienia ojca, domu, przytulenia, bezpieczeństwa i miłości.
Kilkadziesiąt lat później papieros może więc znaczyć dla tej osoby emocjonalnie znacznie więcej niż sam papieros.
Jeżeli sama zacznie palić i później będzie próbowała rzucić, oprócz uzależnienia od nikotyny i samego nawyku może istnieć jeszcze osobista warstwa skojarzeń. Rezygnacja z papierosa może uruchamiać uczucia, których człowiek zupełnie z paleniem nie łączy: tęsknotę, bliskość, wspomnienie domu czy ojca.
To nie jest wyjaśnienie każdego uzależnienia. Uzależnienia są złożonym problemem i mają również bardzo realny wymiar biologiczny. Ten przykład pokazuje natomiast coś, co w pracy z człowiekiem jest dla mnie bardzo ważne: czasami zachowanie, którego nie potrafimy zmienić, jest powiązane z czymś znacznie głębszym, niż początkowo przypuszczamy.
I właśnie dlatego pozytywna trauma może być trudna do rozpoznania.
Człowiek może bardzo chcieć pozbyć się jakiegoś zachowania, reakcji czy wzorca, a jednocześnie jakaś jego część nie chce z niego zrezygnować. Nie dlatego, że chce cierpieć. Problem może polegać na tym, że razem z tym, co trudne, znajduje się coś cennego.
Miłość. Troska. Bliskość. Bezpieczeństwo. Rodzina.
Wtedy warto czasem zadać inne pytanie niż: „Dlaczego znowu to robię?”
Można zapytać: „Co dobrego jest dla mnie związane z tym, czego tak trudno mi się pozbyć?”
Odpowiedź bywa zaskakująca.
W pracy z takim doświadczeniem nie chodzi o pozbywanie się pozytywnych uczuć. Nie chcemy przecież zabierać człowiekowi miłości do ojca, wspomnienia domu czy potrzeby bycia otoczonym troską. Chodzi o możliwość rozdzielenia rzeczy, które kiedyś zostały ze sobą połączone.
Można kochać ojca bez papierosa. Można otrzymywać uwagę bez chorowania. Można doświadczać troski bez cierpienia. Można zachować wspomnienie domu bez zachowywania wszystkiego, co było z nim związane.
Dla mnie właśnie to jest jednym z najciekawszych aspektów pracy z pozytywną traumą. Czasami nie trzymamy się tego, co nam szkodzi, dlatego że tego chcemy. Trzymamy się tego, ponieważ zostało to kiedyś połączone z czymś, czego bardzo potrzebowaliśmy.
A kiedy uda się te rzeczy rozdzielić, może pojawić się coś, czego wcześniej brakowało: możliwość wyboru.
Określenie „pozytywna trauma” jest tutaj używane w znaczeniu opisywanym w psychobiologii subkomórkowej. Nie jest odrębną diagnozą medyczną ani psychiatryczną. Przedstawione przykłady pokazują możliwe zależności spotykane w pracy terapeutycznej i nie oznaczają, że podobne zachowania, choroby czy uzależnienia u każdej osoby mają taką samą przyczynę.