„Dlaczego spokój może wywoływać niepokój?”
Kiedy układ nerwowy przyzwyczaił się do życia w napięciu
Wreszcie wszystko jest dobrze.
Nie ma konfliktu. Nikt nie krzyczy. Niczego nie trzeba natychmiast naprawiać. Można odpocząć.
A jednak zamiast ulgi pojawia się niepokój.
Zaczynamy sprawdzać, czy na pewno wszystko jest w porządku. Trudno nam usiedzieć w miejscu. W głowie pojawiają się kolejne scenariusze.
„Coś na pewno się wydarzy.”
„Jest za spokojnie.”
„Nie może być aż tak dobrze.”
Czasami nawet sami zaczynamy szukać problemu.
Dlaczego?
Bo spokój nie dla każdego od początku oznacza bezpieczeństwo.
JEŚLI PRZEZ LATA ŻYLIŚMY W NAPIĘCIU
Wyobraźmy sobie dziecko dorastające w domu, w którym trudno było przewidzieć, jaki będzie kolejny dzień.
Może rodzice często się kłócili. Może jedno z nich było wybuchowe. Może w domu występowały okresy ciszy, napięcia i nagłych konfliktów.
A może z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, ale dziecko nauczyło się bardzo uważnie obserwować innych.
Po sposobie zamknięcia drzwi wiedziało, w jakim humorze jest rodzic.
Po tonie głosu rozpoznawało, czy za chwilę będzie spokojnie, czy lepiej zejść komuś z drogi.
Obserwowało twarze, gesty, napięcie w ciele.
Uczyło się przewidywać.
Takie dostrajanie się do otoczenia mogło kiedyś pełnić ważną funkcję. Pomagało orientować się w sytuacji i przygotować na to, co może się wydarzyć.
Problem pojawia się wtedy, kiedy zagrożenia już nie ma, ale organizm nadal zachowuje się tak, jakby trzeba było go szukać.
Człowiek dorasta. Zmienia dom. Tworzy własne życie.
Ale ciało nie zawsze od razu dostaje wiadomość:
„Już nie musisz być cały czas w gotowości.”
I wtedy spokój może być czymś zaskakująco trudnym.
NIE DLATEGO, ŻE CHCEMY CIERPIEĆ
To ważne rozróżnienie.
Osoba, która przez wiele lat żyła w napięciu, nie musi „lubić dramatu”.
Nie musi świadomie tworzyć problemów.
Nie musi chcieć cierpieć.
Jej organizm może po prostu bardzo dobrze znać stan pobudzenia.
Napięcie jest znajome.
Czujność jest znajoma.
Przewidywanie zagrożenia jest znajome.
Spokój może natomiast być czymś stosunkowo nowym.
A to, co nowe, nie zawsze od razu odczuwamy jako bezpieczne.
To, co znajome, nie zawsze jest dla nas dobre.
Ale właśnie dlatego, że jest znajome, może wydawać się bardziej przewidywalne.
KIEDY SPOKOJNA RELACJA WYDAJE SIĘ „NUDNA”
Ten mechanizm może być szczególnie widoczny w relacjach.
Wyobraźmy sobie osobę, która przez lata doświadczała związków pełnych napięcia.
Silne emocje. Niepewność. Kłótnie. Rozstania i powroty. Czekanie na wiadomość. Zastanawianie się, czy druga osoba zadzwoni. Ogromna bliskość przeplatana dystansem.
I nagle pojawia się ktoś inny.
Jest spokojny.
Przewidywalny.
Odpowiada na wiadomości.
Nie znika.
Nie wywołuje zazdrości.
Nie trzeba walczyć o jego uwagę.
Nie ma ciągłego pytania:
„Czy on nadal mnie chce?”
Teoretycznie właśnie takiej relacji ta osoba zawsze pragnęła.
A jednak po pewnym czasie może pojawić się myśl:
„Nie wiem, czy coś czuję.”
„Brakuje mi chemii.”
„Jest trochę nudno.”
Oczywiście nie oznacza to, że każda spokojna relacja jest dobra ani że brak uczuć do kogoś zawsze wynika z wcześniejszych doświadczeń.
Czasami po prostu nie ma miłości, przyciągania czy zgodności.
Ale czasami warto zadać sobie dodatkowe pytanie:
Czy brakuje mi uczucia?
Czy może brakuje mi napięcia, które przez lata nauczyłam się rozpoznawać jako część bliskości?
To są dwie zupełnie różne rzeczy.
KIEDY CISZA ZACZYNA NIEPOKOIĆ
Podobny mechanizm może pojawiać się poza relacjami.
Kończymy trudny projekt.
Nadchodzi wolny weekend.
Nie ma pilnych telefonów.
Dzieci są zajęte.
Nie trzeba nigdzie jechać.
Teoretycznie można usiąść, napić się kawy, przeczytać książkę albo po prostu nic nie robić.
I nagle pojawia się napięcie.
„Powinnam coś zrobić.”
„Marnuję czas.”
„Na pewno o czymś zapomniałam.”
Zamiast odpocząć, zaczynamy sprzątać, odpowiadać na wiadomości, planować następny tydzień albo znajdujemy kolejne zadanie.
Czasami łatwiej jest nam funkcjonować w działaniu niż zatrzymać się.
Bo kiedy przez lata organizm nauczył się mobilizacji, bezruch może początkowo nie przypominać odpoczynku.
Może przypominać brak kontroli.
„JEST ZA DOBRZE”
Bywa też inaczej.
W życiu zaczyna się układać.
Relacja jest dobra.
W pracy jest spokojniej.
Finanse są stabilniejsze.
Nie wydarzyło się nic złego.
I właśnie wtedy w głowie pojawia się:
„To długo nie potrwa.”
„Zaraz coś się wydarzy.”
„Nie chcę się za bardzo cieszyć, bo później będzie bolało.”
Zamiast przeżywać to, co dobre, zaczynamy przygotowywać się na jego utratę.
Jakby wcześniejsze martwienie się mogło ochronić nas przed przyszłym bólem.
Nie zawsze jest to świadoma decyzja.
Czasami po prostu trudno pozostać w dobrym doświadczeniu bez natychmiastowego szukania tego, co może pójść źle.
CIAŁO MOŻE REAGOWAĆ SZYBCIEJ NIŻ MYŚLI
Możemy doskonale wiedzieć:
„Jestem bezpieczna.”
„Nic złego się teraz nie dzieje.”
„Ten człowiek mnie nie atakuje.”
„Mogę odpocząć.”
A mimo to ciało pozostaje napięte.
Oddech jest płytki.
Ramiona uniesione.
Szczęka zaciśnięta.
Trudno zasnąć.
Pojawia się potrzeba ciągłego sprawdzania telefonu, analizowania rozmowy albo myślenia o tym, co wydarzy się jutro.
To jeden z powodów, dla których samo racjonalne zrozumienie nie zawsze wystarcza.
Możemy wiedzieć, że jesteśmy bezpieczni, a jednocześnie jeszcze tego bezpieczeństwa nie czuć.
NIE CHODZI O TO, ŻEBY NIGDY SIĘ NIE BAĆ
Celem nie jest życie bez stresu.
Nasz układ nerwowy potrzebuje zdolności do mobilizacji. Lęk i napięcie mają swoją funkcję. Pomagają reagować wtedy, kiedy rzeczywiście pojawia się zagrożenie.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy organizm pozostaje w gotowości również wtedy, gdy nie ma już przed czym się bronić.
Zdrowienie nie oznacza więc, że zawsze będziemy spokojni.
Bardziej chodzi o odzyskiwanie elastyczności.
O możliwość mobilizacji, kiedy jest potrzebna, ale również możliwość powrotu do spokoju, kiedy zagrożenie mija.
O coraz większą zdolność pozostawania w dobrym doświadczeniu bez natychmiastowej potrzeby ucieczki, kontroli albo szukania problemu.
UCZYĆ SIĘ SPOKOJU
Czasami myślimy o zdrowieniu przede wszystkim jako o uwalnianiu się od bólu.
Od lęku.
Od trudnych wspomnień.
Od napięcia.
Od starych wzorców.
To oczywiście może być bardzo ważna część pracy.
Ale istnieje również druga strona.
Trzeba czasem nauczyć się przyjmować to, czego wcześniej brakowało.
Bezpieczeństwo.
Spokój.
Stabilność.
Bliskość bez walki.
Miłość bez ciągłego lęku przed utratą.
Odpoczynek bez poczucia winy.
Dobre życie bez oczekiwania, że za chwilę wydarzy się coś złego.
I czasami właśnie to okazuje się zaskakująco trudne.
W pracy terapeutycznej warto więc pytać nie tylko:
„Co dzieje się ze mną, kiedy jest źle?”
Ale również:
„Co dzieje się ze mną, kiedy nic złego się nie dzieje?”
Czy potrafię odpocząć?
Czy potrafię zaufać spokojnej relacji?
Czy potrafię przyjąć coś dobrego bez natychmiastowego myślenia o tym, jak mogę to stracić?
Czy potrafię być w ciszy, nie szukając zagrożenia?
Odpowiedzi na te pytania mogą powiedzieć o naszej historii bardzo dużo.
Bo zdrowienie to nie tylko coraz lepsze radzenie sobie z tym, co trudne.
Czasami jest nim również nauczenie się pozostawania w tym, co dobre.
Pracuję z traumą stacjonarnie w Ellesmere Port oraz online. Jeśli czujesz, że to jest moment na zmianę, napisz do mnie.
Natalia Anna Millichap
Psycholog · Psychotraumatolog · Terapeutka traumy